21.04.2014

Dates [9]

Grace's P.O.V
Stałam przy schodach, patrząc w lustro podczas gdy doskonaliłam się. Czekałam właśnie na Brad'a, który miał po mnie przyjechać.  Miał urodziny kilka miesięcy temu i już zdał swój egzamin na prawo jazdy i jego tata dał mu bajerancki nowy samochód – to jego słowa.
A ja wciąż czekałam co wydawało się trwać wieki, aż będę miała tą upragnioną wielką szesnastkę. Większość ludzi z mojego rocznika już mieli to za sobą, ale ja jak zwykle musiałam czekać, aż wreszcie stanę się dorosła tak jak reszta z nich. I wtedy będę mogła prowadzić samochód i robić inne rzeczy, które można robić w wieku szesnastu lat. Jedyną z tych rzeczy jest coś czego mój ojciec nie pochwala.
W końcu usadowiłam się na obrazie, który wpatrywał się na mnie - nie miałam zamiaru wyglądać dużo lepiej. I to dało mi do myślenia, dlaczego Justin był tak zainteresowany w mało starej mnie. Naprawdę oferowałam coś więcej niż inne dziewczyny z którymi wcześniej się spotykał?

Dźwięk opon na moim podjeździe doszedł do moich uszu, a ręce zaczęły mi się pocić – Brad tutaj był.
Ale to nie były nerwy jakie mam, gdy jestem z Justinem. Nie byłam zdenerwowana, bo Brad jest w drodze, byłam zdenerwowana, bo wiem, że ta randka będzie niezręczną i kompletną katastrofą. On jest moim kolegą i nic po za tym.
Ale jest też jedynym chłopakiem, którego mój tata pochwala, a jeśli mój tata będzie szczęśliwy, ja też będę. A przynajmniej to sobie wmawiałam.
Krzyknęłam szybko „ do widzenia” moim rodzicom i wyszłam z domu na spotkanie z Bradem. Stał oparty o swój samochód, dokładnie tak samo jak Justin kilka dni temu (oczywiście nie wyglądał jak Justin) i musiałam zapamiętać, aby przestać ich porównywać, byli zupełnie inni.
- Grace, wyglądasz pięknie.- przywitał mnie z uśmiechem na twarzy, ale nie takim irytującym uśmieszkiem jak Justin, ale nie wiem dlaczego(jakoś głupio) ale tęsknie za nim. Zignorowałam moje myśli powracając do Brada.
- Dzięki Brad.- odpowiedziałam wsiadając do samochodu, on uczynił to samo. Ruszył z mojego podjazdu i zaczął jechać.
- Pojedziemy do Casey’s Diner, to jakieś piętnaście minut stąd.- powiedział. Słyszałam o tym miejscu, bo Ryan wspominał, że był tam kilka razy. Skinęłam głową.
- Brzmi świetnie, słyszałam, że to fajnie miejsce. – odpowiedziałam, a na moich ustach zawitał uśmiech.
Przez całą drogę zamieniliśmy kilka słów, o szkole i rodzicach . Był moim kolegą, dlatego łatwo nam się rozmawiało - przychodziło to naturalnie. Ale przez to, że była to randka sprawiało, że czułam się dziwnie nerwowa.
Zatrzymaliśmy się pod restauracją, wyłączając silnik. Oboje wysiedliśmy z samochodu, idąc chodnikiem i wchodząc do restauracji. Było dość tłoczno, chłopacy i dziewczyny tłoczyli się wokół stolików bezmyślnie ze sobą rozmawiając.
Zajęliśmy miejsce, po czym kilka spojrzeń padło na nas. Naprawdę nie byliśmy znani z wychodzenia gdzieś. Przez większość dni zostawałam w domu - powtarzając tematy lub pomagając rodzicom. Nie miałam życia towarzyskiego cóż, nie w stosunku do niektórych ludzi z mojego rocznika. Otóż, tak było dopóki Justin nie potknął się w moim życiu, pokręciłam głową odrzucając myśli o Justin'ie, nie pozwalając im wejść do mojego mózgu, po czym zrobiłam wymuszoną rozmowę z Bradem.
Uniosłam menu w górę, skanując je oczami i szukając czegoś co chciałabym zjeść. Drzwi otworzyły się, dźwięk dzwonka wypełnił pomieszczenie, wskazując że ktoś przyszedł. Uniosłam moje oczy w górę, natychmiast je poszerzając na widok przede mną - Justin Bieber.
Zakrztusiłam się prawię śliną, którą miałam w ustach, kiedy puścił zmysłowe oczko w moją stronę. Moja twarz zaczerwieniła się szkarłatnie, po czym szybko zwróciłam moją uwagę z powrotem na menu, próbując zignorować to, że właśnie go zobaczyłam. Co on tu robił? Wydawał się być wszędzie gdziekolwiek ostatnio poszłam - i nie mogłam zadecydować cy to było błogosławieństwo czy przekleństwo.
Był z grupą znajomych mi facetów i byłam pewna, że widziałam ich z Ryan'em wcześniej, ale tym razem Ryan'a nie było nigdzie widać.
-Czy to nie jest ten chłopak, który pojawił się na pięćdziesiątce twojego taty?- zapytał Brad, unosząc swoje brwi w błędzie, kiedy spojrzał na Justin'a, mała dezaprobata pojawiająca się na jego twarzy. Skinęłam przed odchrząknięciem,
-Mm, tak sądzę.- powiedziałam do niego. Tak sądzę? Ja to wiem - ale chciałam grać to nieco chłodnie. Pokazując mu, że nie byłam w najmniejszym stopniu dotknięta nim, - co było największym kłamstwem jaki kiedykolwiek powiedziałam. (Oprócz okłamywania moich rodziców, że byłam chora żeby ominąć kościół i spotkać chłopaka, który w tym momencie był zaledwie kilka metrów ode mnie).
-Patrzy się tutaj.- powiedział marszcząc brwi ze sobą, niezadowolony ton słyszalny w jego głosie powodując, że krzywiłam się wewnątrz. Dlaczego musiał pojawić się akurat tutaj ze wszystkich miejsc? Nie wyglądał na zbyt zaskoczonego, kiedy mnie teraz zobaczył. Jestem pewna, że mnie prześladuje.
-Ignoruj go, on jest głupi.- zlekceważyłam, udając uśmiech po czym znowu czytałam menu, co wydawało się być już po raz milionowy i jestem całkiem pewna, że mogłabym tobie teraz powiedzieć z pamięci co ta restauracja podaje.
Kelnerka zatrzymała się przy naszym stoliku, długopis zaklinowany w jej jeden ręce, a notatnik w drugiej. Była to kobieta w średnim wieku z delikatnie srebrnymi włosami związanymi w pokazowy kok. Jej żywa czerwona szminka rozmazana bezbłędnie na ustach, uśmiech przyklejony na jej twarzy.
-Co mogę wam podać?- zapytała chorobliwie słodkim tonem w jej głosie. Szybko złożyliśmy zamówienie po czym nabazgrała je w swoim notesie, przed dając nam kolejny sztuczny uśmiech zanim odeszła do innego stolika powtarzając tą samą czynność.
Czułam jak Justin wypalał dziurę w moich plecach i mogłam zauważyć rozdrażnienie które emitowało od Brad'a. Oh chłopaku.
-Skończyłeś tą ostatnio zadaną pracę z matematyki? Próbowałam wczoraj, to jest takie trudne.- podkreśliłam, próbując odwrócić jego uwagę przez zmienienie tematu na coś co mogłoby go zainteresować.
Nie pozwolę wygrać Justin'owi tym razem; oczywiście starał się aby Brad czuł się niekomfortowo. I do tej pory to działało, ale mam nadzieję że to się zmieni.
-Nie.- powiedział zwracając jego uwagę z powrotem na mnie, kompletnie ignorując Justin'a - Bingo. -Choć mogę ci pomóc, jeśli chcesz?- kontynuował, zastępując wcześniejszą dezaprobatę małym uśmiechem. Skinęłam, przyjmując jego propozycję po czym kontynuowałam małą pogawędkę.
Pół godziny - i na szczęście zero zakłóceń ze strony Justin'a - później, skończyliśmy jeść nasze jedzenie i Brad właśnie zapłacił za rachunek (nie bez niezliczonych prób z mojej strony z chęcią zapłacenie na połowę), ale jak gentlemen, odrzucił wszystkie propozycję. Przystaliśmy na zgodzie, próbując opuścić restaurację zanim chłopak, którego unikałam stanął przed nami, blokując drogę do drzwi.
-Grace.- przywitał się, dobrze znany uśmieszek wciąż nienaruszony, podczas gdy jego imię potoczyło się z mojego języka sprawiając, że wspólne uczucie powróciło - motylki. -Chłopiec klubu domowego.- zarechotał, zwracając jego uwagę na Brad'a, podczas gdy policzki Brad'a lekko zarumieniły się w zażenowaniu na ten tępy pseudonim. I nagle poczułam się źle dla niego, wiedząc że Justin sprawia że czuję się dokładnie tak samo. -Twój brat dzwonił, poprosił mnie żebym zabrał cię do domu.- powiedział, nie prawdziwy ton w jego głosie i zuchwały błysk święcący w jego oczach. Nie trzeba być idiotą żeby domyślić się, że wyraźnie nie mówił prawdy. Ale to było oczywiste, że Brad chciał uciec od Justin'a - i to szybko.
-Oh, jasne.- powiedział, wzruszając ramionami przed kontynuowaniem, -do zobaczenia jutro.- powiedział, strzelając mały uśmiech w moją stronę po czym szybko podziękowałam mu za randkę zanim szybko zniknął z restauracji.
-Justin!- wykrzyknęłam, mocno marszcząc brwi podczas gdy moje usta uformowały się w niezadowoleniu, nie mogąc uwierzyć w to co właśnie zrobił. -Zrujnowałeś moją randkę.- jęknęłam, brzmiąc jak małe dziecko, od razu sprawiając że zaczęłam się czerwienić i to było dokładnie to czego nie chciałam, żeby Justin zobaczył.
Zachichotał, wyraźnie rozbawiony moją rekcją. -Zrujnowałem?- wyśmiał, -Powinnaś być mi wdzięczna, właśnie zrobiłem ją dziesięć razy lepszą.- powiedział z zadowoleniem, rzucając zmysłowe oczko w moją stronę. Pokręciłam moją głową w niedowierzaniu, minimalnie patrząc na niego.
-Czemu by nie wrócić do mnie, nie mam żadnych ukrytych zamiarów, przysięgam- uniósł ręce w udawanym geście obronnym, sprawiając, że wypuściłam z siebie mimowolny chichot.
-Co ty na to?- spytał, z dwuznacznym błyskiem w oczach, sprawiając, że przewróciłam oczami, chociaż wiedziałam, że żartował. Cóż, przynajmniej miałam nadzieję, że tak jest. Czy na prawdę chciałam iść? Karygodnie, ja już znałam odpowiedź. Ale wciąż nie byłam pewna, czy zdecydować się na to.
-Nie jestem pewna- wypuściłam powietrze i opuściłam ramiona, próbując poskładać moje myśli, bawiąc się nerwowo dłońmi i próbując uniknąć jego hipnotyzującego spojrzenia.
-Nie psuj zabawy, Butler- stale powtarzał ten zwrot. Kiedy powiedział to wcześniej, nie tak dawno temu, sprawił, że jęknęłam w duchu, wiedząc, że byłam pokonana, a moje myśli poskładały się. -Chodźmy- mruknęłam, z niepewnością w głosie.
-Wychodzę chłopaki, do zobaczenia później- krzyknął do grupy chłopaków, zebranych wokół stolika, dając im szybki znak pokoju jako kiwnięcie, uśmiechnął się z wyższością, sprawiając, że się zarumieniłam. Złapał moją dłoń, prowadząc mnie do wyjścia i chłodne, nocne powietrze, otrzeźwiło moje myśli. Mój ojciec zabiłby mnie, gdyby się dowiedział.
-Skąd wiedziałeś, że tam będę?- spytałam, łącząc moje brwi razem w błąd, wywołując jego chichot na moją minę. -Ryan wspominał o Twojej małej randce z chłopakiem z koła zadania domowego- zachichotał.
-Więc przyznajesz, że mnie śledziłeś?- wykrzyknęłam, w połowie przekomarzając się, gdy jego usta uformowały się w uśmiechu. -Cóż, myślę, że mógłbym wnieść w to trochę więcej zabawy- wzruszył ramionami, sprawiając, że mój żołądek zatrzepotał nieznacznie. Byłam z Justinem tylko pięć minut, a już miałam z nim więcej radości, niż kiedy byłam z Bradem przez godzinę.
-Dobrze spędziłam czas z Bradem- stwierdziłam, starając się uspokoić go. Nie chciałam, żeby pomyślał, że pomógł mi pozbyć się Brad'a z wyrazu mojej twarzy. Uniósł brwi, posyłając mi niepewne spojrzenie, jakby nie wierzył w słowa, które powiedziałam.
-Dobry czas, mój tyłek.- zaśmiał się, potrząsając głową z niedowierzaniem. -Tak na prawdę, nie lubisz go, mam rację?- zakpił, udając śmiech.
-Czy tak trudno uwierzyć, że miałam dobry czas z nim?- odpowiedziałam i tym razem nie kłamałam. Zrobiłam tak jak Brad; po prostu nie widziałam go jako typ chłopaka. Ale znów, miałam zerowe doświadczenie, więc może warto byłoby spróbować. Justin nie był dokładnie typem chłopaka, jestem całkiem pewna, że spał z większością dziewczyn z naszej szkoły. Więc dlaczego się z nim fatygowałam było oczywistym pytaniem, ale pytaniem na które nie wydawałam się mieć odpowiedź. Było coś takiego o nim - i nie mogłam umieścić mojego palca na tym.
-Cokolwiek.- wymamrotał, jego głos się urwał jakby był zirytowany tym co powiedział, ale dlaczego na to tak jakby to było tajemnicą. Jest jedynym z najbardziej egoistycznych chłopców jakich kiedykolwiek spotkałam, dlaczego miałby być zazdrosny o Brad'a? Może to był jego spryt, wątpię w to.
Zignorowałam go skupiając się na drodze, jak nadal kontynuowaliśmy drogę do jego domu, bo nalegał że było to kilka minut drogi stąd, ale z niezręczną ciszą i czułam się jakby to trwało godziny aby tam dotrzeć. W końcu (i na szczęście) dotarliśmy do jego domu.
Ostatni raz byłam w tym domu, kiedy zostałam zabrana przez mojego brata zanim to wszystko się stało, powodując że zastanawiałam się co by się stało gdyby Ryan nie zawrócił. I zgodnie z prawdą, nie chce o tym myśleć.
-Bieber, przynieś swój tyłek tutaj,- nieznany głos zawołał, zaskakując zarówno mnie jak i Justin'a, jego oczy rozszerzyły się, widocznie nie zdawał sobie sprawy z tego, że dom był zajęty. Szłam za Justin'em do salonu, gdzie było kilka chłopaków (ale prawdopodobnie powinnam nazwać ich mężczyznami) siedzących na kanapach, ich twarze opadły kiedy mnie zauważyli.
-Przyniosłeś kolejną dziewczynę do pieprzenia? Ostatnia wyszła stąd tego ranka.- jeden z nich powiedział, uśmieszek ciągnący się na kącikach jego ust. Poczułam spadek serca na myśl o Justin'ie z inną dziewczyną. Ale dlaczego to czułam to nikt nie mógł zgadnąć. Wiedziałam że sypiał dookoła, to było oczywiste. Nie do końca ukrywał jego stronę gracza. Ale realizacja tego uderzyła mnie bardziej niż powinna.
Justin musiał zauważyć, że sprawiło mi to ból, ponieważ jęknął pod nosem, mrużąc oczy na faceta,
-Ona nie jest tutaj do pieprzenia, ona jest moją przyjaciółką.- stwierdził, przewracając oczami sprawiając, że ich twarze natychmiast opadły.
-Przyjaciółka?- sztucznie wykrzyknął, -Justin nie ma dziewczyn, które są przyjaciółkami.- stwierdził jakby to było oczywiste - bo było. Ale może byłam wyjątkiem, wątpię w to. Ale nawet myśl o tym sprawia, że mój brzuch trzepocze od motylków.
-Wygląda trochę młodo, choć jest gorąca.- inny facet odezwał się, od razu powodując, że mnie skręcało pod ich spojrzeniami.
-Koleś, przysięgam, że jest młodszą siostrą Ryan'a Butler'a.- kolejny facet wtrącił się po czym wszystkie szepty ucichły, Justin zmrużył oczy na niego, rzucając mu sztylety.
-Kurwa, ty jesteś młodszą siostrą Butler'a?- pierwszy typ zarechotał, jego oczy zaświeciły się z rozbawieniem na co wewnętrznie przewróciłam oczami.
-Dobrze Bieber, on cię zabiję.- zaśmiał się obrzydliwie powodując, że reszta chłopaków odzwierciedliła jego działania. I nagle chciałam, żeby ziemia mnie zjadła, wolałabym być gdziekolwiek indziej niż z tymi nieznośnymi chłopakami.
-Kurwa, mówiłem ci, ona jest moją przyjaciółką.- splunął Justin, jego oczy przeszkliły się podrażnieniem i zanotowałam w pamięci, żeby nie denerwować go, bo szczerze to mnie przeraziło - bardzo.
-Idziemy na górę.- wymamrotał pod nosem na co kilka facetów zachichotało, ale natychmiast przestali kiedy Justin wysłał im spojrzenie śmierci. Wyszedł ze mną z pokoju, bez drugiego spojrzenia, pośpiesznie poszłam za nim, nie chcąc być sama z tymi okropnymi chłopakami, których właśnie spotkałam.
Jego pokój był dość duży, nowoczesne, drogo wyglądające meble były starannie umieszczone po pokoju i zastanawiałam się ile on za to wszystko zapłacił. Nie miał jakiś kwalifikacji ze szkoły, aby uzyskać przyzwoitą pracę. Ale znów, nie chciałam prawdopodobnie wiedzieć jak on zarabia pieniądze. - bo to było bodajże coś grzesznego.
Łóżko królewskich rozmiarów znajdowało się na środku pokoju, masowo kontrastując z moim małym pojedynczym, dziecinnym łóżkiem, które miałam w moim pokoju. I to sprawiało, że zastanawiałam z iloma dziewczynami spał w tym łóżku i znowu myślę, że byłoby najlepiej jeżeli bym nie wiedziała.
Usiadł na brzegu łóżka, klepiąc miejsce obok niego po czym nie zawahał się upewnić, czy powinnam do niego dołączyć,
-Chodź, obiecuję że nie gryzę.- uśmiechnął się pokazując swoje białe zęby, przesuwając językiem po jego zębach powodując, że wypuściłam mały chichot na jego nieco dziecinne zachowanie. Niechętnie usiadłam obok niego.
Siedzieliśmy w ciszy przez kilka chwil, tykanie ściennego zegara w jego sypialni napełniał moje uszy podczas gdy stukałam palcami bezmyślnie o ramę jego łóżka - wyłącznie z zdenerwowania i nie wiedzy co powiedzieć.
-Twoja malinka wciąż tam jest?- w końcu się odezwał, sprawiając że w roztargnieniu zaczęłam pocierać miejsce poniżej mojego obojczyka.
-Nadal tam jest, ale musiałam uciekać się do przywłaszczenia podkładu mojej mamy, aby to zakryć.- powiedziałam mu, formując usta w mały uśmiech na co odzwierciedlił moje działania, wyraźnie zadowolony że to wciąż tam było, powodując że niezwykłe uczucie wybuchło w moim podbrzuszu.
Zignorowałam to uczucie, kontynuując, -Mój ojciec prawdopodobnie zamknął by mnie w wieży jak roszpunkę, jeżeli dowiedziałby się, że mam malinkę.- wzdrygnęłam się na użycie moich słów, sprawiając że Justin się zaśmiał, podczas gdy wydęłam wargi nieznacznie. -Cieszę się, że myślisz że to zabawne.- spojrzałam na niego złośliwie.
-Ty jesteś po prostu tak,- urwał, nieczytelny wyraz zamaskował jego twarz, jakby myślał.- Niedoświadczona- ustalił, powodując że przypadkowo zmarszczyłam brwi, czy to było złą rzeczą? Myślę że w przypadku Justin'a Bieber'a (aka najbardziej doświadczonego chłopaka na całym świecie) to prawdopodobnie było złą rzeczą.
-Nie, to znaczy lubię to, że jesteś niedoświadczona - uśmiechnął się uspokajająco na co zrelaksowałam się lekko, -To znaczy, że mogę nauczyć cię wielu rzeczy.- uśmiechnął się zadziornie, kiwając brwiami w górę i w dół na co znacząco wybuchłam śmiechem.
Jego palce poszły pod moją szczękę, unosząc moją głowę tak, że teraz patrzyłam mu w oczy. Jego oczy drgnęły zamknięte po czym jego usta pochłonęły moje, moje serce waliło szybko w klatkę piersiową, jego palce udały się do moich bioder przyciągając mnie bliżej niego.
Odsunął się by zaczerpnąć powietrza, pozwalając mi spojrzeć na zegarek. Wyregulowałam mój wzrok kilka razy, ale zegar wciąż pokazywał 10:30. Dziesiąta trzydzieści? Mój tata mnie zabiję Szybko poderwałam się na nogi, na co brwi Justin'a złączyły się razem, a jego usta uformowały się w dezaprobacie.
-Mój tata – jest późno – muszę iść.- przyznałam z zakłopotaniem. Skinął, jego oczy pociemniały lekko po czym wymamrotał coś pod nosem do siebie.
-Zabiorę cię do domu.- mruknął cicho, obracając się na pięcie i idąc noga za nogą do wyjścia z pokoju, w dół po schodach i prosto do głównych drzwi. Szybko szłam za Justin'em, starając się dorównać mu kroku.
Chwycił swoje kluczyki do samochodu ze stolika, zawijając je naokoło wokół dłoni, zanim bezgłośnie wyszliśmy z domu. Oboje wsiedliśmy do samochodu, włączył zapłon, wyjeżdżając z podjazdu i wjeżdżając na drogę bez żadnego słowa.
Przez całą drogę siedzieliśmy w milczeniu podczas gdy ja skupiałam swój wzrok na rozgwieżdżonym niebie, kiedy rozpaczliwie próbowałam ułożyć plan w głowie, co mam zamiar powiedzieć ojcu. Myślał, że jestem z Brad'em, więc może nie będzie zaniepokojony - trzymać kciuki.
Justin zatrzymał się pod moim domem, wyłączając zapłon i pozostawiając głuchą ciszę między nami,
-Przepraszam.- przyznał szczerze, po czym mały uśmiech zagrał na jego ustach, na co odzwierciedliłam jego czyny. Pochylił się, dając mi mały pocałunek na moich ustach, po czym się odsunął, jego nagminny irytujący uśmieszek zastąpił jego uśmiech, powodując że zakpiłam.
-Do zobaczenia Butler.-

 Spodziewaliście się rozdziału dzisiaj?
 od razu mówię, że nie wiem czy są błędy bo niby sprawdzałam go ale to było na szybko, więc jak coś to piszcie w komentarzach.

Zdradzę wam, że w następnym rozdziale będzie się działo :)

Hm, chcecie może żeby umieszczała małe spoiler'y na asku z następnych rozdziałów? piszcie w kom

Niedługo odwieszę 106 reasons

A i jeszcze chciałam podziękować bardzo @akaqomez i Paulinie za pomoc :)

***

21 komentarzy:

  1. Aw,oby więcej takich scen Justina z Grace.
    @jay_nicoole

    OdpowiedzUsuń
  2. To opowiadanie jest cudowne :) NIe mode sie doczekać nn

    OdpowiedzUsuń
  3. Aw uratował ją od tej nudnej randki. Chwała mu! I jak ja lubię kiedy ona jest taka nieśmiała i ciągle o nim myśli to jest takie urocze ;) @ideargomez

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny, dziękujemy;) xo

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział <3 Czekam na kolejny i fajnie jakbyś umieszczała :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny :) Czekam nn <3
    heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny świetny świetny! ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. rozdział świetny :) zresztą jak zawsze
    @lovemajuztin

    OdpowiedzUsuń
  9. rozdział jest świetny ♥♥♥ Super tłumaczycie a tłumaczenie jest shvhgzjnb.
    Ciekawe co takiego będzie się działo i co Justin wymyśli...Pozdrawiam i kocham xxx

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny, czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Grace tak bardzo zamknięta pod kloszem swojego taty : < mam nadzieję, że to się niedługo zmieni, bo chyba zwariuje :D oczywiście, jest młodziutka, ale boże to jest męczące, mam nadzieję, że Justin jej pokaże .

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudoooo jak zawsze :) Ja chce już następny :)

    OdpowiedzUsuń
  13. o jezu umieraaam

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam omg jdidbdibrdinsoabdowbf

    OdpowiedzUsuń