08.06.2014

Meet the family [13]

Grace’s P.O.V
Dokładnie przebierałam w mojej torebce, sprawdzając i jeszcze raz sprawdzając czy wzięłam wszystkie książki na dzisiaj. Po piątym razie sprawdzania poczułam się usatysfakcjonowana, zawiesiłam torbę na ramię i udałam się na dół, aby znaleźć Ryan'a.
Moi rodzice pojechali do pracy zanim jeszcze wstałam, więc w domu było cicho i bardzo wątpiłam w to, że Ryan tu był. Żółta kartka była przyklejona do lodówki, a na niej dużymi grubymi literami napisane było: Justin zabiera cię do szkoły, Kocham R.
Justin? Na prawdę mogłabym polegać na niego, żeby bezpiecznie i na czas podwiózł mnie do szkoły? Nie, nie sądzę. Wydałam z siebie słyszalne westchnienie, marszcząc brwi po czym bezwładnie opuściłam ramiona, w niecierpliwości czekając za Justin'em – jeżeli miał zamiar się pojawić.
Minęło już pięć-lub-mniej minut i w końcu dźwięk opon hamujących na żwiru dotarł do moich uszu i poczułam jak moje ciało się rozluźnia – rzeczywiście się pojawił.
Sprawdziłam która jest godzina, gustowny zegarek na ręce mówił mi, że była ósma – wciąż miałam jeszcze piętnaście minut, a to było tylko pięć minut drogi stąd. Poczułam falę ulgi wpływającą na mnie, po czym pośpiesznie wyszłam i udałam się do samochodu Justin'a. Nie chcą tracić więcej czasu przez błahe sprawy, szybko pominęłam przywitanie, 
-Jedź, proszę.- zapytałam grzecznie, rzucając chory, słodki uśmiech w jego stronę, ale niespokojny ton pośpiesznie wkradł się do mojego głosu, dając sobie już spokój.
-Ktoś tu się śpieszy,- zarechotał, irytujący uśmieszek pojawił się na jego twarzy, kiedy przechylił swoją głowę w bok i puścił mi figlarne oczko. Ale nie byłam w humorze na gierki.
-Proszę, Justin,- dodałam słodko, próbując dojść do niego jak najbardziej mogłam, -Nie mogę się spóźnić do szkoły.-
-Ty i twoja punktualność, - prychnął, kręcąc swoją głową w niedowierzaniu sprawiając, że drwiący dźwięk wyleciał z moich ust – jeszcze bardziej go bawiąc. Zegarek w jego samochodzie tykał wściekle, moje dłonie spociły się kiedy padło pięć po ósmej.
-Daj mi buziaka,- zaproponował, sugestywny błysk świecił w jego oczach, po czym przełknęłam nerwowo ślinę. Szybko-jak-zawsze umieściłam swoje usta na jego poliku, czując jak moje policzki oblał lekki rumieniec.
-Prawidłowy buziak,- powiedział, tym razem wymawiając każdą sylabę wyraźniej. Poruszyłam się niespokojnie w fotelu, splątując palce razem po czym nerwowo przyglądałam się im, starając się nie zgubić w jego przerażającym spojrzeniu. 
Szybko zamknęłam swoje oczy zanim moje usta odnalazły jego, jęk uciekł z jego ust po czym swoją ręką odnalazł moje plecy, przyciągając mnie bliżej siebie po czym zassał się na mojej dolnej wardze. Jego dłoń chwyciła bok mojej twarzy pogłębiając pocałunek.
Oboje odsunęliśmy się od siebie z braku powietrza, po czym opadłam z powrotem na fotel, spuszczając mój wzrok na kolana, na co zachichotał. 
-Widzisz, to nie było takie trudne, czyż nie,- zarechotał, zanim nadepnął na pedał gazu i wyjechał na autostradę. Zignorowałam go, skupiając mój wzrok na drzewach które mijaliśmy po czym pozwoliłam sobie zapaść w bezmyślne marzenie.
Byłam niezaprzeczalnie przyciągana do Justin'a; był najgorętszym chłopakiem jakiego moje oczy kiedykolwiek widziały. Był zalotny, nieco uroczy i było coś takiego w nim. Sprawiał, że czułam się inaczej. Miałam więcej zabawy z nim przez ostatnie kilka tygodni, niż miałam przez całe swoje życie – i to coś mi mówiło.
Może jest to niebezpieczne, że wychodzę z nim. I ten przepływ adrenaliny, wiedząc że nie powinnam się z nim zadawać sprawia, że czuję się niespokojna i radosna w tym samym czasie. Nigdy wcześniej nie spotkałam takiego chłopaka jak on, był taki do przodu, a ja, totalne przeciwieństwo które zostało przyciągnięte do jego perspektyw – jak magnesy północny i południowy, są przeciwieństwami ale się do siebie przyciągają. Lub coś w tym kierunku, przysięgam że nauczyłam się tego z książki od fizyki.
Głośny piskliwy dźwięk zadzwonił z telefonu Justin'a, który znajdował się obecnie na desce rozdzielczej. Chwycił go, jego oczy pociemniały kiedy przeczytał kto do niego dzwonił. Ryk uciekł z jego ust po czym beztrosko odebrał, przykładając telefon do swojego ucha.
-Jaxon, czego chcesz?- zapytał, rozdrażnienie słyszalne w jego głosie. -Mm- odpowiedział do osoby, którą zakladam, że był Jaxon. Ale kim był Jaxon pozostało tajemnicą. 
-Ja pierdole, nie mogę żyć swoim życiem dla ciebie - splunął do słuchawki, jego dłonie bardziej zacieśniły się na kierownicy po czym jego kostki przybrały białą barwę sprawiając że mój brzuch skręcił się ze zdenerwowania. Nie byłam fanką złego Justin'a. -W porządku,- mruknął do telefonu, jego głos odciął się po czym natychmiast zakończył rozmowę, niedbale rzucając telefon z powrotem na deskę rozdzielczą.
Nie chcąc sprowokować go bardziej, trzymałam mój wzrok na obszarze na zewnątrz, gryząc się w mój ciekawski język, na to kto był po drugiej stronie telefonu. Znak kościoła wpadł mi w oko. Kościół? Szkoła była jakieś dwa kilometry od kościoła, jak mógł tego nie zauważyć?
-Justin,- to słowo irracjonalnie wyleciało z moich ust, jak zmarszczyłam brwi na niego. -Moja szkoła jest tam,- wykrzyknęłam, dźgając kciukiem za siebie. moje oczy rozszerzyły na myśl o spóźnieniu do szkoły. Mój tata mnie zabije.
-Wiem,- uśmiechnął się ironicznie, wzruszając ramionami jakby był niewzruszony tym co mu przed chwilą powiedziałam. 
- Co- gdzie jedziemy?- zapytałam, moje oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej kiedy zegarek uderzył ósmą piętnaście. Byłam oficjalnie martwa.
-Po prostu jedziemy okrężną drogą, - wychrypiał, koncentrując swoje oczy na drodze. Okrężną drogą? 
-Zatrzymaj samochód Justin,- jęknęłam. Nie mogłam pominąć szkoły – Nigdy jej nie pomijałam. Ale znów, z Justinem obok siebie zrobiłam wiele rzeczy, których jeszcze wcześniej nie robiłam.
-Nigdy nie omijałam szkoły, mój tata wyleci z orbit, - wyjaśniłam starając się wziąć go na moją stronę.
-Muszę pomóc komuś wydostać się – wpadli w tarapaty - mruknął ze złością, wyraźnie niezadowolony na kogoś, kto nazywał się Jaxon.
-Weź to jako kolejną lekcję,- wzruszył ramionami. Świetnie – kolejna lekcja, mam nadzieję że nie była to lekcja, która skończy się tym, że mój tata się wścieknie. Cofam to – wszystko co Jason mnie nauczył, sprawiło by że mój tata wściekłby się.
-Robiłem to milion razy,- stwierdził, ignorując to. Cóż, dzięki temu czuje się o wiele lepiej – nie. 
Podczas gdy podróż się przedłużała, ulice stawały się co raz bardziej i bardziej nieznane. Nigdy nie byłam tutaj wcześniej – i umieścić to do najbardziej uprzejmych warunków których możliwie mogłam, nie jest to miejsce w których mój tata zastanawiałby się czy byłam.
Domy były małe i brudne terms – drewniane panele na większości okien co sugerowało, że było wiele prób zbicia okien. To miejsce krzyczało przestępczością, ściany popisane bezczelnymi słowami, których nie śmiem powtórzyć, puszki piwa porozrzucane po ulicach wraz z innymi śmieciami, które z wiatrem tańczyły w poprzek chodnika. Gdzie my byliśmy?
Parę minut później, silnik został wyłączony kiedy zaparkowaliśmy przed obskurnym polem. Skate rampa była umieszczona na środku a obok tłum brutalnie-wyglądających chłopaków i nie byłam pewna ale wydawało się, że każdy z nich miał nielegalną substancję w dłoniach. To były narkotyki lub alkohol i na samą myśl sprawiało, że dreszcz przechodził przez mój kręgosłup – w sposób najgorszy z możliwych.
-To jest miejsce, gdzie kiedyś wychodziłem kiedy byłem w twoim wieku i chodziłem na wagary,-  poinformował mnie, luźny uśmieszek ciągnął się na jego ustach. Jego oczy skanowały park, jakby kogoś szukał – przypuszczam, że Jaxon'a.
Jego wzrok zatrzymał się po czym zmarszczył brwi, niezrozumiale mrucząc coś pod nosem, -Nie będziemy tu długo,- powiedział do mnie, chwytając uchwyt od drzwi samochodu, otwierając je lekko. -Nie mów nic,- ostrzegł, jego zwykle ironiczny uśmieszek zniknął, a zastąpiły go mocno zaciśnięte usta w wąską linie. Bez wahania, skinęłam.
Odzwierciedliłam jego działania, szarpiąc na klamkę i szybko wychodząc z samochodu, w pół zatrzaskując za sobą drzwi. Chwycił moją dłoń, szczelnie ją ściskając po czym zaprowadził mnie w stronę grupki chłopaków, mój brzuch robił przewroty ze zdenerwowania. 
-Bieber, co ty do chuja tu robisz?- splunął facet, mrużąc swoje oczy. Papieros zwisał bezwładnie z jego dłoni po czym jego wzrok wylądował na mnie, zmieszany wyraz maskował jego twarz, -A kto to jest, twoja nowa zabawka.- zapytał, rzucając głupkowaty uśmieszek w moją stronę. Justin wzmocnił ucisk na mojej dłoni, kiedy strzelił chłopakowi gniewne spojrzenie. 
Justin zanurzył wolną rękę do kieszeni, wyciągając papierosa, odpalając go i umieszczając pomiędzy jego pulchnymi ustami. Odetchnął ciężko pozwalając dymowi swobodnie wylatując po czym zwrócił jego uwagę na chłopaka, z groźnym błyskiem w oku. 
-Spierdalaj Taylor, nadal musisz płacić za cipki?- zachichotał Justin, na co twarz tego faceta gwałtownie poczerwieniała się, po czym zignorował Justin'a. Milczałam, szarpiąc za moje rękawy próbując zajmować się czymś podczas tej niewygodnej sytuacji. 
Justin przełączył swoją uwagę na innego chłopca. Wyglądał młodziej niż większość tych gości w parku., miał piętnaście może szesnaście lat. Miał jasne blond włosy i krystalicznie niebieskie oczy. Był przystojny i w jakiś sposób przypominał Justin'a.
-Przyszedłeś by uratować dupę twojego brata ponownie, masz to Bieber?- typ, którego znałam teraz jako Taylor odezwał się – odzyskując swoje zaufanie. Więc on był bratem Justin'a, to wyjaśnia znajome rysy twarzy.
-Jaxon, idź do samochodu,- rozkazał Justin, zaciskając swoją szczękę po czym zaciągnął się papierosem. Potem odwrócił się do mnie, -Ty też, dojdę do was za minutę,- powiedział do mnie, jego słowa wypełnione obietnicą, nigdy wcześniej nie zmiękczając jego głosu tak lekko. Skinęłam; w ciszy idąc za Jaxon'em z powrotem do samochodu, wsiadając do niego bez wahania.
Jaxon zatrzasnął drzwi, zajmując miejsce z tyłu po czym wypuścił z siebie westchnienie irytacji, przekleństwa wylatywały z jego ust niezrozumiale. Obserwowałam Justin'a, jak podszedł bliżej do Taylor'a po czym wyciągnął coś z kieszeni i podał to do jego dłoni po czym wyglądało to jakby mu groził. Jego dłoń powędrowała do kołnierza koszuli zanim popchnął go mocno do tyłu, sprawiając że Taylor się potknął do tyłu. Zły Justin przerażał mnie – i to bardzo.
Siedziałam cicho w samochodzie, nie wiedząc co powiedzieć do chłopaka, którego poznałam jakiś ułamek sekundy temu. Zanim się ocknęłam, usłyszałam otwieranie drzwi od samochodu, a potem Justin wsiadł do środka, irytacja wyryta na jego twarzy kiedy bez słowa odpalił silnik i szybko odjechał stamtąd.
-Ile razy ci mówiłem- Taylor zawsze będzie cię robił w chuja. On nie jest twoim przyjacielem Jaxon,- powiedział Justin, kipiąc gniewem kiedy strzelił gniewne spojrzenie przez przednie lusterko do Jaxon'a. 
-Przepraszam, ale on powiedział- zaczął Jaxon, ale Justin pośpiesznie my przerwał. 
-Nie obchodzi mnie to co on kurwa powiedział, nie możesz mu ufać,- wykrzyknął Justin, wymawiając każdą sylabę wyraźnie, jego oczy błyszczały w gniewie.
-Zawiozę cię do ojca, nie mów mu nic z tego, słyszysz mnie?- ostrzegł Justin, sprawiając że Jaxon od razu skinął głową, straszne spojrzenie wyryło się na jego twarzy. Justin mógł budzić postrach delikatnie mówiąc.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Justin był w kontakcie ze swoim ojcem. Ale znów, nie wiedziałam że miał brata, aż do paru minut temu. Dzisiaj zapowiada się być bardzo pouczającym dniem – Nauczyłam się dużo z dzisiejszej lekcji. Ale rzeczy, których Justin nie spodziewał się by mnie nauczyć.
Zaparkowaliśmy pod podobnym miejscem, które widziałam wcześniej. Było zniszczone i brudne, sprawiając że moje serce bolało w mojej piersi. Prowadziłam życie pod kloszem – Nie wiedziałam, że takie miejsca istnieją.
Drzwi od domu otworzyły się po czym mała dziewczynka, która wyglądała na pięć lub sześć lat, wybiegła z uśmiechem przyklejonym do jej twarzy i podbiegła do samochodu. Więcej członków rodziny? Jego młodsza siostra może? Justin odpiął swój pas, jego podrażniony wyraz twarzy zniknął po czym jego oczy zaświeciły się. Pośpiesznie wysiadł z samochodu, wziął dziewczynkę w ramiona, kręcąc ją wokół na co chichot wyleciał z jej ust.
-Bieber, tęskniłam za tobą,- uśmiechnęła się, jej małych rozmiarów rączki chwyciły jego twarz po czym dała mu małego buziaka w policzek – była urocza. 
-Też za tobą tęskniłem,- uśmiechnął się szczerze, głaskając dłonią jej włosy po czym opuścił ją na dół. Jego oczy promieniowały współczuciem, sprawiając że moje serce zmiękło. Nigdy wcześniej nie widziałem tej strony niego, lubiłam to – bardzo.
-Kto to jest?- spytała otwarcie po czym wskazała na mnie, radość umieszczona była w jej oczach.
-Oh,- potarł kark niezręcznie, kiedy jego oczy spotkały moje na ułamek sekundy, powodując że bicie mojego serca przyspieszyło. -To jest Grace, jest moją przyjaciółką,- powiedział do niej, strzelając małym uśmiechem w moją stronę. 
-Jestem Jazzy, - powiedziała do mnie,
-Ładne imię,- odpowiedziałam, dzięki czemu jej usta ułożyły się w mały uśmiech i chichot opuścił jej usta. -Miło cię poznać.- dodałam, odzwierciedlając jej uśmiech.
-Musimy już iść Jazzy,- powiedział, sprawiając że jej usta uformowały się w grymas, a jej oczy zaświeciły smutkiem. - Ale zobaczymy się wkrótce – obiecuję- pocałował ją w bok głowy, dając jej ostatni uścisk zanim odprowadził ją z powrotem do środka. Wrócił po kilku minutach, dołączając do mnie w samochodzie. 
-Przepraszam za to,- przyznał nieśmiało.
-Nie przepraszaj, twoja siostra jest urocza,- zagruchałam, rzucając mu uśmiech po czym pojechaliśmy w dół ulicy.
-Tam wzdłuż drogi jest miejsce z shake'ami, chcesz iść?- zapytał, na co skinęłam. 
-Pewnie, brzmi dobrze.- odpowiedziałam, nagle czując się spragniona na myśl o shake'ach.
Zegar właśnie przeszedł jedenastą piętnaście, jak dojechaliśmy pod miejsce z shake'ami. Szkołą już całkowicie się zaczęła, a ja byłam daleko od niej teraz. Odsunęłam tą myśl na bok, kiedy weszłam do środka, idąc za Justin'em.
Tam było praktycznie pusto, oprócz starego faceta który siedział w kącie, gazetę trzymał w jednej ręce, a w drugiej shake'a. Było tam bezgłośnie i spokojnie – zmiana z wcześniej i to sprawiło, że natychmiast odetchnęłam z ulgą.
-Justin?- kobieta, która wyglądała jak z lat pięćdziesiątych, stwierdziła pytająco – zszokowany wyraz był na jej twarzy, kiedy nie mogła uwierzyć własnym oczom. Miała ciepły, przyjazny uśmiech, który niemal natychmiast sprawił że ją polubiłam, a jej oczy promieniowały szczęściem. 
-Jeden i jedyny,- żartobliwie stwierdził, siadając przy barze, na co odzwierciedliłam jego czyny. 
-Mój boże,- wykrzyknęła, jej dłoń poleciała do jej ust w zdumieniu, po czym jej usta uformowały się w ogromny uśmiech. Kolejny członek rodziny? Z pewnością to nie mógł być.
-Nie widziałam cię przez miesiące chłopaku, gdzie ty byłeś?- zapytała ściśle, ale uśmiech wciąż był nienaruszony na jej ustach.
-Poza domem,- wzruszył ramionami, ignorując ją po czym zachichotała na jego niechęć do pytań.
-Znalazłeś nową panią widzę, miło cię poznać, jestem Rita,- powiedziała ciepło, rzucając mi szeroki uśmiech.
Jęknął na jej entuzjazm, jego głowa odpoczywała w jego rękach.
-Mi ciebie też proszę Pani, jestem Grace,- opowiedziałam grzecznie.
-Ma również maniery,- dodała, wyraźnie zadowolona poznaniem mnie, strzelając Justin'owi bezczelny uśmiech, sprawiając że krzywił się dalej. -Nadszedł czas, powinnaś zobaczyć niektóre dziewczyny z którymi z umawiał,- dokuczała, sprawiając że wydał z siebie dźwięk irytacji po czym pozwoliłam, żeby chichot wyleciał  moich ust na jej bezczelność. Już ją lubiłam.
-Rita,- jęknął z grymasem, powodując że żartobliwie przewróciła oczami. -Tak, tak. Już cię zostawiam,- powiedziała kpiąco, pacając rękoma w powietrzu, -Co chcecie?- zapytała, złożyliśmy zamówienie zanim zatrzymała obietnice na jej słowa, udając się do starca przy stoliku i pytając go czy potrzebuję czegoś więcej.
-Nie wiedziałam, że masz siostrę,- wspomniałam, gdy tylko wyszła i nie miała zasięgu słuchu. Nie byłam do końca pewna czy powinnam to poruszyć – nie był on Panem-Otwartym, gdy chodziło o jego uczucia. Nieczytelny wyraz zamaskował jego twarz, kiedy uderzał palcami o blat baru. 
Rita wróciła, przynosząc nam nasze shake'i zanim, bez słowa, opuściła nas zostawiając nas samych, zajmując sie czymś i jakoś miałam wrażenie że była wciąż w zasięgu słuchu.– celowo.
-Mm, ona jest moim przyrodnim rodzeństwem – tak samo jak Jaxon,- poinformował mnie, skinęłam zachęcając go aby kontynuował i nie chcąc aby się zdenerwował. -Moi rodzice rozstali się kiedy byłem dzieckiem; mój ojciec ożenił się ponownie i miał dwoje dzieci. Moja mama została singlem, więc mieszkam z nią. Dla towarzystwa, tak sądzę.- wyjaśnił, wzruszając swoimi ramionami. Ale mogłam wyczuć ukryty, zraniony ton w jego głosie sprawiając, że moje serce zabolało. 
-Lubię tę stronę ciebie,- przyznałam nieśmiało, czując że się rumienię mimowolnie na tą nieznaną otwartość. 
-Naprawdę?- zapytał, przechylając swoją głowę na bok, jego irytujący uśmieszek z powrotem znalazł drogę do jego ust. I właśnie myślałam, że już się oderwał. -Nie przyzwyczajaj się do tego,- parsknął śmiechem, jego postawa zmieniła się ponownie.
Jeżeli stałabym zbyt blisko, przysięgam, że dostałabym z bicza. Był taki oh mylący – ale to tylko intrygowało mnie jeszcze bardziej.
-Dzisiejsza lekcja nie poszła zgodnie z planem,- wymamrotał, marszcząc brwi razem.
-Opuściłam szkołę, myślę że jest to dość duża lekcja.- odpowiedziałam, grymas uformował się na moich ustach na myśl o reakcji mojego taty, tylko czyniąc Justin'a jeszcze bardziej rozbawionego, kiedy śmiech wyleciał z jego ust.
-Przyjdę jutro, po szkole,- podkreślił, sprawiając że wydałam z siebie małe westchnienie ulgi. -I zobaczę co mogę zrobić,- rzucił oczko w moją stronę, powodując że motylki wybuchły w moich brzuchu. Jego telefon zadzwonił, wydobywając dźwięk z jego kieszeni. Wysunął go z kieszeni, czytając nazwę rozmówcy.
-Zaraz wracam.- przeprosił, kierując siebie do łazienki, jego kroki powoli zanikały.
-On ciebie lubi, wiesz,- Rita pojawiła się za barem, od razu czyniąc rumieniec na moich policzkach. O czym ona mówi?
-Lubi, nie otwiera się do byle jakiej dziewczyny - stwierdziła informacyjnie, dzięki czemu dalej się rumieniłam na to, że słyszała naszą rozmowę. Zanim mogła mówić dalej, kroki Justin'a waliły z powrotem, po czym usiadł ponownie na stołku.
-Lepiej już pójdziemy,- uśmiechnął się do Rity, kładąc parę dolarów na stoliku i dając jej szybkie kiwnięcie dwoma palcami(peace). Powiedziałam grzecznie do widzenia zanim poszłam za Justin'em. 
Zatrzymał się kilka metrów od mojego domu – upewniając się, że mój ojciec nie był w stanie go zobaczyć, po czym wyłączył silnik, pozostawiając ciszę między nami. 
-Dzięki za dzisiaj,- odezwałam się, nerwowo przebierając rękoma na moich kolanach.
Jego dłoń powędrowała pod moją brodę, sprawiając że patrzyłam na niego, po czym on, bez ostrzeżenia wpił się w moje usta. Oparł swoją drugą rękę o moje okno, pochylając się na nie po czym zbliżył się do mnie, pogłębiając pocałunek – moje bicie serca przyśpieszyło gwałtownie.
Jęknął na przeciw moich ust podczas gdy jego palce wbijały się w moje biodra. Jego wargi opuściły moje po czym pozostawił małe motylkowate pocałunki w dół mojej szyi, co chwile ssąc ją we wrażliwym miejscu. Ale nie na tyle, aby zostawić znak – nie miałabym czasu na zakrycie tego i nie byłoby mowy abym pozwoliła mojemu tacie to zobaczyć.
Jego dłonie chwyciły boki mojej twarzy, po czym wsadził swój język do moich ust, dominując teraz nad tym zaciekłym pocałunkiem. Wydałam z siebie mały jęk, na co uśmiechnął się na przeciw moich ust, najwyraźniej zadowolony na moją reakcję.
Odsunął się, a głupkowaty uśmieszek ciągnął się na jego ustach, -Widzimy się jutro Aniele,- mrugnął i zanim mogłam odpowiedzieć (i zanim mógł zobaczyć rumieniec pnący się na moich policzkach) wysiadłam z samochodu i podeszłam do mojego podjazdu.
Wyciągnęłam kluczyk spod wycieraczki, wkładając go do zamka i pozwalając sobie wejść po czym zamknęłam za sobą drzwi, czując czyjąś obecność przy mnie. Spojrzałam w górę, aby zobaczyć mojego ojca, jego brwi były zmarszczone razem, wraz z wyraźnie zirytowanym grymasem na jego twarzy. O rany.

-Grace Elizabeth, gdzie ty byłaś?-


hejka, po dość długim oczekiwaniu w koncu macie rozdział! yay!
wybaczcie mi, ale na prawdę nie miałam czasu, mogę wam się wytłumaczyć jak chcecie, ale nie wiem czy was to będzie zbytnio obchodzić. Jak ktoś sobie jakieś wytłumaczenie zażyczy to mogę napisać na asku. 

Nie wiem czy ten rozdział dobrze się czyta, zmieniłam trochę styl tłumaczenia.

i tak w ogóle to
HAPPY BIRTHDAY TO ME!!! YEAAA TURN UP!
tak mam dzisiaj urodziny, a wczoraj nie wstawiłam rozdziału bo je świętowałam z przyjaciółmi i wróciłam w nocy, więc nic mi się nie chciało.

do następnego

20 komentarzy:

  1. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO <3

    OdpowiedzUsuń
  2. wszystkiego najlepszego :*! i czekam oczywiście na tłumaczenie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego najlepszego ☺+ świetny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny :)) Aww :)
    + spełnienia marzeń kochanie xoxo

    OdpowiedzUsuń
  5. Oooo ja też mam dzisiaj urodziny haha Rozdział jest świetny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny rozdział. wszystkiego najlepszego <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudoo <3 Chce nastepny :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. haa no to śmiesznie teraz, ciekawe jak się wytłumaczy :D cuudo♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystkiego najlepszego kochanie :)) Rozdział jak zwykle cudowny. Dobrze, że Justin się otworzył przed Grace. Ciekawe co będzie dalej. Czekam na nn ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  10. słoodko ❤️ ciekawe ile wie ojciec grace

    OdpowiedzUsuń
  11. Swietny. Naprawdę mega ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. kocham ich jezu<3

    OdpowiedzUsuń
  13. nie moge się doczekać kolejnego:(

    OdpowiedzUsuń
  14. Chce juz nastwpne ! ❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  15. Aj nasza ksiezniczka ma problemy ;* ciekawe co na to jej ojciec ;))

    OdpowiedzUsuń